Przejdź do głównej zawartości

Posty

Miała być dylogia. „Szkarłatna Ćma” wraca z dwoma nowymi tomami — i zmierza do telewizji

Jeszcze niedawno historia Rune i Gideona miała być zamknięta. Szkarłatna Ćma była od początku przedstawiana jako dylogia. Na oficjalnej stronie Kristen Ciccarelli pierwszy tom nadal figuruje jako „Book 1 in the Crimson Moth Duology”, a Rebel Witch — polskie Krwawe dziedzictwo — jako zakończenie tej historii.  Wygląda jednak na to, że Rune i Gideon nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Wydawcy potwierdzili właśnie, że seria The Crimson Moth zostanie rozszerzona o dwa kolejne tomy . Trzecia część będzie nosić tytuł Dark Descent — w brytyjskich materiałach pojawia się również jako The Dark Descent — a czwarta The Deadly Duet . HarperMagpie nabyło prawa do obu książek na rynek brytyjski i Commonwealth, a prawa zagraniczne zostały już sprzedane między innymi do USA, Niemiec, Holandii, Szwecji i na Węgry.  Kiedy premiera trzeciego tomu? Amerykański wydawca Wednesday Books podaje datę 3 sierpnia 2027 roku . Dark Descent jest oficjalnie oznaczony jako trzeci tom T...

Dla twojego dobra. Kiedy żurawie odlatują na południe — Lisa Ridzén

Twój pies jest z tobą każdego dnia. Śpi obok, chodzi z tobą na spacery, wypełnia ciszę domu, w którym kiedyś mieszkały dwie osoby. A potem ktoś mówi, że nie możesz go już zatrzymać. Dla twojego dobra. I chyba właśnie w tych trzech słowach mieści się cały ból Kiedy żurawie odlatują na południe . Bo Bo wciąż tu jest. Wciąż myśli, pamięta, kocha. Ma swoje przyzwyczajenia, swój dom, swojego psa i własne zdanie. Tylko ciało coraz częściej odmawia mu posłuszeństwa, a świat wokół zaczyna się kurczyć. Jego żona Fredrika przebywa w ośrodku dla osób chorujących na demencję. Do domu Bo regularnie przychodzą pracownicy opieki, a syn Hans coraz częściej martwi się o to, czy ojciec nadal może funkcjonować samodzielnie. Największym punktem zapalnym staje się Sixten — ukochany pies Bo, którego Hans chciałby mu odebrać, przekonany, że ojciec nie jest już w stanie bezpiecznie się nim zajmować. I rzecz w tym, że podczas czytania niezwykle trudno jednoznacznie powiedzieć, kto ma rację. Bo przecież troska...

Żałoba, która nie prosi o pocieszenie. Co przyniesie jutro — Mélissa Da Costa

Wystarczył jeden wieczór, żeby rzeczywistość rozsypała się na kawałki, których nie da się już ze sobą skleić. Żeby stracić wszystko, co definiowało codzienność i dawało poczucie bezpieczeństwa. Tak zaczyna się Co przyniesie jutro — opowieść, która okazała się dla mnie tym samym cichym, głębokim szeptem co uwielbiane przeze mnie Życie Violette Valérie Perrin. Nie dlatego, że opowiada tę samą historię. Łączy je raczej sposób patrzenia na stratę — bez pośpiechu, bez łatwych odpowiedzi, z ogromną uważnością na rzeczy najmniejsze. To książka, która nie krzyczy, nie szuka taniego dramatyzmu i nie epatuje płaczem na pokaz. Powoli osiada na sercu i zostaje tam na długo. Amande poznajemy dopiero wtedy, gdy najgorsze już się stało. Kiedy decyduje się na ucieczkę i wynajmuje stary dom na prowincji. Zamiast wspólnego, spokojnego życia dostaje duszne, puste cztery ściany. Odcina się od ludzi, nie odsłania okien, odmawia przyjmowania gości. Staje się duchem we własnym życiu. Zamknięta w bezpiecznej ...

Nie przyszła się dopasować. Nightshade — Autumn Woods

Są miejsca, które od początku mówią ci jedno: nie jesteś tu mile widziana. Nie muszą tego krzyczeć. Wystarczy odpowiedni ciężar kamiennych murów, odpowiednia temperatura powietrza, odpowiedni sposób, w jaki starsze nazwiska patrzą na nowe twarze. Sorrowsong University jest dokładnie takim miejscem. Szkockie Highlands, elitarna uczelnia, tradycja tak gruba, że dusi — i sekrety zakopane zbyt głęboko, żeby ktokolwiek miał ochotę po nie sięgać. Ophelia Winters przyjeżdża tam po prawdę. Nie po akceptację, nie po nowe życie, nie po to, żeby udowodnić, że pasuje do świata bogatszych i bardziej uprzywilejowanych. Ona wchodzi do tej zamkniętej przestrzeni po to, żeby rozgrzebać to, co inni bardzo chcieliby zostawić głęboko pod ziemią. I właśnie to czyni z Nightshade coś ostrzejszego niż kolejną dark academię z mgłą i starymi budynkami w tle. Ophelia niesie stratę, gniew i pytania, na które nikt nie zamierza jej odpowiedzieć. Sorrowsong jest piękne, ale zimne. Elitarne, ale duszne. A każdy, kto ...

Anatomia językowego sabotażu. Jak polskie wydania New Adult mordują chemię między bohaterami

Skoro ekranizacja   Off-Campus   właśnie podbiła Prime Video, internet znowu zapłonął miłością do Hannah i Garretta. Pisałam już o tym, jak sprytnie   The Deal   ukrywa psychologiczny ciężar pod płaszczykiem kampusowego romansu. Dziś jednak porozmawiamy nie o psychologii, a o narzędziu,   którym   się ją buduje. O języku. A konkretnie o tym, jak polskie wydanie potrafi ten język — i całe napięcie — bezlitośnie rozbroić. Usiądźcie wygodnie. Porozmawiamy o sypialni, amerykańskich hokeistach, marketingu i... przemyśle drobiarskim. Seksowanie sypialni, czyli sumienie z fermy drobiu Romans uniwersytecki i literatura New Adult rządzą się bardzo konkretnymi prawami. Dynamika relacji między bohaterami opiera się na dialogach oraz na ich wewnętrznych monologach. Te rozmowy muszą iskrzyć — być żywe, szybkie, potoczne, pełne podskórnych aluzji i naturalnego, młodzieńczego luzu. Kiedy czytelnik śledzi grę pozorów między dwiema silnymi osobowościami, każde słowo ma znac...

To, czego nie widać. The Deal. Układ — Elle Kennedy

  Najłatwiej ukryć mrok tam, gdzie wszyscy spodziewają się tylko głośnej, powierzchownej rozrywki. Istnieje specyficzny rodzaj literatury, po który sięgamy z góry ustalonym nastawieniem. Romans hokejowy, studencki kampus, uprzywilejowane dzieciaki, ryk trybun i błysk lodu. Ten schemat znamy na pamięć: przystojny, bezczelny sportowiec i dziewczyna, która jako jedyna w pokoju nie zamierza paść mu do stóp. Wiemy, co dostaniemy, znamy reguły tej gry i właśnie dlatego jako czytelnicy całkowicie odkładamy czujność. Sięgamy po taką książkę dla czystego resetu. Po odpoczynek od cięższych tematów. I właśnie w tym momencie, gdy nasza garda jest całkowicie opuszczona, Elle Kennedy robi coś zupełnie nieoczekiwanego. Uderza w najczulszy punkt. Przez pierwsze rozdziały   The Deal   bezbłędnie bawi się klasyczną konwencją gatunku. Garrett Graham jest dokładnie tym, kim powinien być w oczach uniwersyteckiego tłumu: niekwestionowaną gwiazdą ligi, kapitanem drużyny i facetem o arogancji ta...

Milczenie, które miało cenę. The Sweetest Oblivion — Danielle Lori

Mitologia pełna jest kobiet, które nauczyły się milczeć. Persefona, córka Demeter, piękna i łagodna — której imię przez wieki wymawiano z czułością, jakby bycie miłą było jej największą zaletą. Psyche, która dostała wszystko czego mogła chcieć pod jednym warunkiem: że nie będzie patrzeć. Że nie będzie pytać. Że przyjmie miłość w ciemności i nie będzie żądać światła. Ariadna, która dała Tezeuszowi nić i uratowała mu życie — i za to dostała porzucenie na wyspie, bo kiedy przestała być użyteczna, przestała być kimkolwiek. Wszystkie żyły w ramach, które ktoś inny dla nich zbudował. Wszystkie zapłaciły cenę. Albo za to, że były sobą, albo za to, że nie były sobą wystarczająco długo. Elena Abelli płaci tę samą cenę. Tylko w innej epoce. W innym domu. W innym piekle. Córka mafijnej rodziny, ułożona, cicha, zawsze we właściwym miejscu o właściwej porze z właściwym wyrazem twarzy. Słodka Elena. Idealna Elena.  Eleny nikt nigdy nie pytał, czy ma własne zdanie — bo po co, skoro tak ładnie gra...

To, czego nie wiedział o sobie. Brimstone — Callie Hart

W tradycji wielu kultur prawdziwe imię to nie tylko sposób na zwrócenie się do kogoś. To klucz. Ten, kto zna twoje prawdziwe imię, ma nad tobą władzę — może cię wezwać, może cię kontrolować, może dotknąć tej części ciebie, której nikomu nie pokazujesz. Egipcjanie ukrywali boskie imiona przed śmiertelnikami. W baśniach europejskich wypowiedzenie imienia demona na głos było równoznaczne z jego pokonaniem. W świecie Callie Hart Fae przekazują prawdziwe imię małżonkowi jako najwyższy akt zaufania. Wątek imienia Kingfishera jest jedną z najmocniejszych rzeczy, po jakie sięga   Brimstone . Jest też jedną z tych, które — moim zdaniem — nie zostały do końca dociśnięte. Pomysł jest piękny, ale wykonanie momentami gubi to, co powinno boleć najbardziej. Saeris przestawia się na nowe imię zbyt szybko, intymność chwili rozchodzi się po świecie, zanim zdążymy ją poczuć — i to jest żal, bo Hart miała w rękach coś bardzo rzadkiego. Ale   Brimstone   to nie tylko ten jeden wątek — i tu wł...

Potwór, który nie musiał się zmieniać. Heart of My Monster — Rina Kent

Są potwory, które w ostatnim rozdziale się zmieniają. Stają się lepsze, łagodniejsze, uczą się miłości i odkładają na półkę wszystko, czym były. Dostają happy end i nowe imię, bo stare było zbyt ciemne, żeby je zabrać do finału. Kirill Morozov tego nie robi. I właśnie dlatego   Heart of My Monster   jest dla mnie najlepszym tomem trylogii. Rina Kent napisała coś, co rzadko zdarza się w dark romance — historię, w której potwór zostaje potworem, ale uczy się   czuć . Nie przemienia się, nie odkupuje win, nie staje się kimś, kim nie jest. Zdobywa wszystko, czego chciał — władzę, kontrolę, posłuszeństwo świata wokół niego — i w środku tej wygranej odkrywa, że stracił coś, co było dla niego ważniejsze niż cokolwiek, co zdobył. Jedna scena zostaje ze mną najdłużej. Kirill pod prysznicem. Wyobraża sobie dłonie Sashy i myśli, że już nigdy ich nie poczuje. To nie jest scena dramatyczna w klasycznym sensie — nie ma krzyku, nie ma konfrontacji. Jest cisza i człowiek, który przez cał...